Drugie po Mont Blanc najbardziej kultowe miejsce w Chamonix i w ogóle we francuskich Alpach. Góruje nad Cham charakterystyczną „igłą” (fr. aiguille du midi oznacza igła południa), na szczyt której można wjechać kolejką gondolową (śmieszne francuskie słowo teleferik [zapis: téléphérique]). Koszt takiej rozrywki to zdecydowanie nie śmieszne 41 euro, ale gra jest warta świeczki. Oczywiście kiedy dzień wcześniej zeszło się z Blanka, widoki z Aig. du Midi nie robią aż takiego wrażenia, ale i tak robią…
Po pierwsze pięknie z góry widać Mont Blanc (którego nie widać z Chamonix!), widać grań, którą podchodzi się od Goûter (mając lornetkę lub jakiś długi obiektyw, można nawet zobaczyć obóz powyżej Goûter, gdzie dzień wcześniej były też nasze namioty), wyraźnie widać również schron Vallot. Aiguille du Midi leży znacznie bliżej samego Chamonix, stąd z góry pięknie prezentuje się cała dolina z wszystkimi miejscowościami od Les Houches po Argentiére. Kolejka jedzie ok. 20 minut. W ciągu godziny wywozi i zwozi 600 osób! Na wysokości 2203 m jest stacja przesiadkowa Plan de l’Aiguille i dalej jedziemy na wysokość 3842 m bez żadnego wsparcia liny (nie ma już słupów!). Czapki z głów przed tym, który tę gondolę zaprojektował, poważnie! Na górze, z północnej wieży/igły można jeszcze wjechać windą wewnątrz góry, na centralną wieżę/igłę Aiguille du Midi (dodatkowe 3 euro oczywiście). Czas oczekiwania na zjazd to ok. 2 h, więc można się tam pokręcić – jest sklep z pamiątkami, kawiarnia, no i cała masa tarasów widokowych na różne strony. Jest co robić.
Ciekawe są reakcje ludzi – w końcu z poziomu Chamonix, czyli 1037 m, wjeżdżamy na 3842 m, deniwelacja wynosi 2805 m i to zdobyte w ciągu 30 minut. Zmiana ciśnienia i zmiana gęstości atmosfery skutkuje bólem głowy, osłabieniem, trudnościami w oddychaniu, a w skrajnych przypadkach wymiotami. Czyli witaj chorobo wysokościowa. Do tego dochodzą wszelkie lęki wysokości i przestrzeni. Zdarzają się turyści, którzy na górze z wytęsknieniem wyczekują godziny powrotu, leżą na środku tarasów widokowych, albo siedzę w kawiarni i mają dość Aiguille du Midi. No cóż – dostępność takiej wysokości robi swoje. Odradzam wycieczkę wszystkim mającym lęk wysokości, ciśnieniowcom itp. Nie warto też zabierać na górę małych dzieci (co się niestety zdarza). One też odczuwają objawy zmiany wysokości, a często nie zdają sobie jeszcze sprawy gdzie są. Lepiej poczekać aż podrosną, albo wybrać się na którąś z innych, rozlicznych „teleferików” w Cham.
Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię…

W dniach 11-20 lipca miała miejsce moja pierwsza wyprawa w góry wysokie – Mont Blanc 2010. Dłuższa, szczegółowa relacja powstanie na dniach. Najważniejsze, że żyjemy, wszyscy są cali i zdrowi, z nielicznymi obrażeniami. Mont Blanc… Wielka góra, pierwsza taka wielka na mojej drodze. Wyjechaliśmy na wyprawę 11 lipca, wróciliśmy 20 lipca. Sama operacja górska to 3 dni – 15-17 lipca. Reszta to dojazd, dwa wejścia aklimatyzacyjno-rozruchowe, dzień restowy i wisienka na torcie na koniec – wjazd na Aig. du Midi. Wyprawę zorganizowaliśmy w sumie w 10 osób, z czego 9 atakowało Blanka. Mój zespół to mój tata – Jan, mój brat – Jakub i ja. Na początek zdjęcia z samej wyprawy – nie ma ich wiele, bo zmęczenie i koncentracja na wchodzeniu/schodzeniu nie pozwoliła mi na więcej. Zapraszam do przeglądania… Na sam szczyt nie weszliśmy, nie starczyło nam sił. Dotarliśmy do 4362 m, do schronu Vallot (ściśle, nieco powyżej Vallota i tam podjęliśmy decyzję o odwrocie). Zarówno tam, na czterech tysiącach, jak i teraz, na spokojnie, uważam, że była to decyzja słuszna – wygraliśmy z Blankiem rozsądkiem, zgodnie z zasadą, że o sukcesie wyprawy nie decyduje dotarcie na szczyt, ale szczęśliwy powrót wszystkich uczestników. A było ciężko… Ale o tym w relacji. Proszę o kilka dni cierpliwości. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki! Zdjęcia w dwóch częściach…
Kliknij na zdjęcia, aby zobaczyć całą galerię…


I kolejny fundacyjny projekt – Niepełnosprawni w skałach. Razem z grupą 8 niewidomych lub niedowidzących osób przyjechaliśmy w okolice Jerzmanowic (Witkowe Skałki), żeby spróbować czym jest wspinaczka skalna. To co się działo przeszło nasze najśmielsze oczekiwania! Jeden z uczestników projektu zrobił drogą o wycenie 5! Okazało się, że wspinaczka może być świetnym sposobem na integrację i przełamywanie barier. Zresztą – wszystko jest na zdjęciach. Tym razem w dwóch częściach.
Kliknij na zdjęcia, aby przejść do galerii…


Odkopuję się powoli z zaległości… Najpierw zdjęcia z naszego Rajdu na Turbacz (Gorce). Było daleko (22 km w 12 h), było gorąco i gryzło nas wszystko co żyje i lata! Ale i tak było super :) Razem z grupą 50 osób z Nowego Sącza przeszliśmy trasę ze Szczawy przez Gorc na Turbacz, a na następny dzień zeszliśmy do Kowańca. Nie byłoby w tym w sumie nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że dwie osoby – Asia i Janek – to osoby poruszające się na wózkach inwalidzkich. Samodzielnie nie byliby w stanie pokonać takiej trasy – żeby jechać wózkiem inwalidzkim w takim terenie potrzeba od 3 do 5 osób: jedna do pchania, dwie ciągną i ew. dwie asekurują z boku. Ponadto była z nami Marta, osoba po amputacji nogi, poruszająca się z pomocą protezy. Także ona, sama, o dwóch kulach przeszła całą trasę…
Kliknij na zdjęcie, aby przejść do galerii…
