27lipiec2010
Autor: wg. Kategorie: Podróż.
I ostatnia porcja zdjęć z mojego wyjazdu do Francji – dwie małe wycieczki (zwane przez nas „małymi Alpami”). Pierwszej celem było „zobaczenie z bliska” lodowca Les Bossons. Widzieć, to i owszem go zobaczyliśmy, zejść do niego nie było za bardzo jak – brakło czasu. Jednak to co z dołu wygląda, że jest tuż, tuż, na miejscu okazuje się, że jest znacznie dalej. Lodowiec Les Bossons jest bardzo dynamicznym, górskim lodowcem. Niesamowicie spękany, pełen szczelin i seraków, które dosłownie na naszych oczach odrywają się, łamią i lecą w dół. Trawers Les Bossons zostawiliśmy więc na inną okazję (wymaga już sporych umiejętności z poruszaniu się w takim terenie). Dotarliśmy do chatki Pyramides.
Celem drugiej wycieczki było zbliżenie się do lodowca Mer de Glace, chyba najbardziej znanego w rejonie Chamonix. My podeszliśmy do niego od strony moreny czołowej, która jeśli nie wiedzieć, że to lodowiec, wcale tak nie wygląda. Niesie mnóstwo materiału skalnego i tylko gdzieniegdzie prześwituje niebieskawy odcień lodu. Chatka La Chapeau, usytuowana nieopodal punktu widokowego na lodowiec jest absolutnie przeuroczym miejscem. Z zewnątrz i wewnątrz pełna jest pamiątek po rozmaitych alpejskich wyprawach. Jeśli ktoś wybiera się w Alpy i nie ma ambicji wysokogórskich – zdecydowanie polecam te dwa miejsca.
Kliknij na zdjęcia, aby przejść do galerii…


27lipiec2010
Autor: wg. Kategorie: Podróż.
Alpejskie miasteczko położone u stóp Mont-Blanc i Aiguille du Midi. Baza wypadowa dla wszystkich wypraw (razem z sąsiednim Les Houches). Zagłębie hoteli, pensjonatów i niezliczonych campingów (my nocowaliśmy na Les 2 Glaciers, pod lodowcem Les Bossons). W centrum miasta, obok kościoła, znajduje się Maison de la Montagne – Górski Dom, siedziba alpejskich przewodników i punkt meteo. Każda ekipa przed wyprawą powinna tam zaglądnąć – podają bardzo precyzyjną prognozę pogody.
Piękne jest Chamonix… Przyjemne, nie nachalne turystyczne miasto. Mimo, że lipiec to szczyt letniego sezonu, nie odczuwa się tak tłoku jak w naszym Zakopanem. Gdzie nie spojrzeć – góry, z każdej strony. Mnóstwo atrakcji dla każdego typu turystów. Uderza przede wszystkim ilość kolejek – linowych i szynowych. Tramwaj Mont-Blanc, pociąg Mer de Glace, gondola Aiguille du Midi i wiele innych… Oczywiście Cham = Frnacja = euro. Tanio nie jest. Choć pozytywnie zaskoczył nas francuski zwyczaj darmowych parkingów! Zapraszam do przeglądania zdjęć z naszych „wczasowych” spacerów ;)
Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię…

26lipiec2010
Autor: wg. Kategorie: Podróż.
Drugie po Mont Blanc najbardziej kultowe miejsce w Chamonix i w ogóle we francuskich Alpach. Góruje nad Cham charakterystyczną „igłą” (fr. aiguille du midi oznacza igła południa), na szczyt której można wjechać kolejką gondolową (śmieszne francuskie słowo teleferik [zapis: téléphérique]). Koszt takiej rozrywki to zdecydowanie nie śmieszne 41 euro, ale gra jest warta świeczki. Oczywiście kiedy dzień wcześniej zeszło się z Blanka, widoki z Aig. du Midi nie robią aż takiego wrażenia, ale i tak robią…
Po pierwsze pięknie z góry widać Mont Blanc (którego nie widać z Chamonix!), widać grań, którą podchodzi się od Goûter (mając lornetkę lub jakiś długi obiektyw, można nawet zobaczyć obóz powyżej Goûter, gdzie dzień wcześniej były też nasze namioty), wyraźnie widać również schron Vallot. Aiguille du Midi leży znacznie bliżej samego Chamonix, stąd z góry pięknie prezentuje się cała dolina z wszystkimi miejscowościami od Les Houches po Argentiére. Kolejka jedzie ok. 20 minut. W ciągu godziny wywozi i zwozi 600 osób! Na wysokości 2203 m jest stacja przesiadkowa Plan de l’Aiguille i dalej jedziemy na wysokość 3842 m bez żadnego wsparcia liny (nie ma już słupów!). Czapki z głów przed tym, który tę gondolę zaprojektował, poważnie! Na górze, z północnej wieży/igły można jeszcze wjechać windą wewnątrz góry, na centralną wieżę/igłę Aiguille du Midi (dodatkowe 3 euro oczywiście). Czas oczekiwania na zjazd to ok. 2 h, więc można się tam pokręcić – jest sklep z pamiątkami, kawiarnia, no i cała masa tarasów widokowych na różne strony. Jest co robić.
Ciekawe są reakcje ludzi – w końcu z poziomu Chamonix, czyli 1037 m, wjeżdżamy na 3842 m, deniwelacja wynosi 2805 m i to zdobyte w ciągu 30 minut. Zmiana ciśnienia i zmiana gęstości atmosfery skutkuje bólem głowy, osłabieniem, trudnościami w oddychaniu, a w skrajnych przypadkach wymiotami. Czyli witaj chorobo wysokościowa. Do tego dochodzą wszelkie lęki wysokości i przestrzeni. Zdarzają się turyści, którzy na górze z wytęsknieniem wyczekują godziny powrotu, leżą na środku tarasów widokowych, albo siedzę w kawiarni i mają dość Aiguille du Midi. No cóż – dostępność takiej wysokości robi swoje. Odradzam wycieczkę wszystkim mającym lęk wysokości, ciśnieniowcom itp. Nie warto też zabierać na górę małych dzieci (co się niestety zdarza). One też odczuwają objawy zmiany wysokości, a często nie zdają sobie jeszcze sprawy gdzie są. Lepiej poczekać aż podrosną, albo wybrać się na którąś z innych, rozlicznych „teleferików” w Cham.
Kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć całą galerię…

21lipiec2010
Autor: wg. Kategorie: Podróż.
W dniach 11-20 lipca miała miejsce moja pierwsza wyprawa w góry wysokie – Mont Blanc 2010. Dłuższa, szczegółowa relacja powstanie na dniach. Najważniejsze, że żyjemy, wszyscy są cali i zdrowi, z nielicznymi obrażeniami. Mont Blanc… Wielka góra, pierwsza taka wielka na mojej drodze. Wyjechaliśmy na wyprawę 11 lipca, wróciliśmy 20 lipca. Sama operacja górska to 3 dni – 15-17 lipca. Reszta to dojazd, dwa wejścia aklimatyzacyjno-rozruchowe, dzień restowy i wisienka na torcie na koniec – wjazd na Aig. du Midi. Wyprawę zorganizowaliśmy w sumie w 10 osób, z czego 9 atakowało Blanka. Mój zespół to mój tata – Jan, mój brat – Jakub i ja. Na początek zdjęcia z samej wyprawy – nie ma ich wiele, bo zmęczenie i koncentracja na wchodzeniu/schodzeniu nie pozwoliła mi na więcej. Zapraszam do przeglądania… Na sam szczyt nie weszliśmy, nie starczyło nam sił. Dotarliśmy do 4362 m, do schronu Vallot (ściśle, nieco powyżej Vallota i tam podjęliśmy decyzję o odwrocie). Zarówno tam, na czterech tysiącach, jak i teraz, na spokojnie, uważam, że była to decyzja słuszna – wygraliśmy z Blankiem rozsądkiem, zgodnie z zasadą, że o sukcesie wyprawy nie decyduje dotarcie na szczyt, ale szczęśliwy powrót wszystkich uczestników. A było ciężko… Ale o tym w relacji. Proszę o kilka dni cierpliwości. Dziękuję wszystkim, którzy trzymali za nas kciuki! Zdjęcia w dwóch częściach…
Kliknij na zdjęcia, aby zobaczyć całą galerię…

